This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.
Elegia III
Były pachnące niedziele jak kwiaty
(grają harmonie zza płotów schylonych),
kościoły srebrem wysypały z dzwonnic
dzwony dzwoniące, srebrzące się dzwony...
Noce wygasły po kraterach podwórz,
słońce się wlało oknem nie zamkniętym
i rozpyliło w pokoju po ścianach
zapachem czystości - śnieżnobiałej mięty.
A potem były ulice zielone
zalane potem złotawego pyłu,
prószące w oczy zapachami niedziel,
złoto po stopach chodników się wiło.
Parki nabrzmiałe niespokojnym krzykiem
spuchły zielenią w trawnikach z jedwabiu -
- zwisły na czarnych żelaznych sztachetach -
- na nieruchomych ogrodowym grabiach.
Rzekom na mostach łamały się ręce,
żyłami stali dążyły w bulwary,
męczące siłą dygocących ramion,
błądzące w słońcu, pijane rozgwarem.
Świat był szalony, tętniący, biegnący,
wielki...
jak nieba błękitne ogromy,
szybki jak słońca zgubione w wszechświecie,
biegnący mostem, życiem nieprzytomnym.
Łzy były dobre, perlące bez przyczyn,
tęskniące deszczem i za słońcem drżące -
- spadnięte gwiazdy na morzach głębokich -
za czymś dalekim, dalekim, gorącym
. . . . . .. . . . . . . . . . . . .
a teraz...
są dni i błoto, i perły,
są dni, niedziele wydzwaniane ciszą
i nie dzwoniące dzwony zmęczone,
i są ulice, które mnie nie słyszą.
Są noce długie, pajęcze, schylone,
gdzieś zaczajone za rogiem ulice,
złe, tłuste, długie, żółtawe od błysków.
Pijane nogi ślizgają księżycem.
Dzień jest błyszczący i pachnie mieszczańsko,
cicho i mdławo zapachem rezedy.
Życie dalekie schowane gdzieś w słońcu
i płakać się chce...
tak płakać jak kiedyś...
| Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 81 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh |