This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.

Elegie zimowe

Free texts and images.
Jump to navigation Jump to search

Elegie zimowe • Wiersz • written by Krzysztof Kamil Baczyński
Elegie zimowe
Wiersz
written by Krzysztof Kamil Baczyński
Elegie zimowe: Information and licence


I
Umarli bogowie. Kościoły
zieją jak puste trumny.
Śnieg -- stratowane anioły.
Gdzie wracam -- nierozumny?
Dyszy kadzidło. Dokąd
prowadzą ulice puste?
Nie zrówna echo krokom,
zgorzałe myśli -- ustom.
Oto usłyszę z portyków
długie treny procesji --
czarne kolumny mnichów --
sen, co się nigdy nie śnił.
Twarze z trocia i wosku,
świece łkające od gwiazd..
Z jakich czasów te kukły,
do jakich prowadzą miast?
Starcy o oczach z ołowiu,
dziewczęta o włosach z ognia!
wiatr wiotko wami powiał,
gdzie stoję jak pochodnia.
Gdzie stoję jak pochodnia
przybity za włosy do komet
wiejecie cieniście. Jak gromy
zastygłe w glinianych stągwiach.
Starcy mistycznych zdarzeń
zamarli w posągi gromnic,
kobiety w innym wymiarze
zamarłe w płaski pomnik --
skąd przychodzicie, dokąd
wiejecie przeze mnie śmiercią?

Jest ślepo. Śnieg nagrobki
zarasta kocią sierścią.

II
A Więc odpływa pejzaż. Drzew przykute psy
łyskają kłami liści i kładą szorstkie głowy
na niebo z białych kamieni. Od dobrych i od złych
odchodzę wilk. Nie wzywa zielone echo dąbrowy.
Już ty nie przyjdziesz. Maszty, okręty głuchych polan
płyną do mórz południowych. A mnie do gwiazd północnych.
Słychać zgniecione trawy jak bąki u twych kolan.
Brzęczą mi drogi, szybują do konstelacji obcych.
Szybują konstelacje, mistyczne zodiaki. Przystaję -
wędrówka moja uchodzi o kiju wspomnień ślepa.
Pod maską nieba - jak bożka z zapachu innych krain,
nad sępy wrogich obłoków, nad moją samotność, nad przepaść.

III
Białe charty na śniegu kładą smutne pyski
węsząc zgubioną gwiazdę. W zmierzchu idą cienie
zbiegłe od swoich ludzi. Kroki złe i śliskie -
- stawiam kolumny świątyń zburzonych. Przestrzenie
łagodnie odbarwione szybują czy stoją,
kiedy krokami wieki odmierzam w pokoju.

Wróćcie mi dni dziecięce jak trąbę archanioła -
zbuduję wam okręt, który przewiezie na żywy brzeg!
Oto czekacie, pomniki - zdrewniali święci w kościołach.
Słyszycie, wołam przeszłości, zaklęty w smutek i śnieg.
Nie szukać tropów pieśni, głuchego czasu nie wołać,
gdy tylko gacek echa noc omotuje głęboką.

Spływają widma ptaków. Nie ma już wracać dokąd.

IV
Żegnaj księżniczko jawy. W akwarelowe miasta
pędzi koń mój drewniany płosząc ptaki krzewów,
gdy ty w kamienny pejzaż jak biały posąg wrastasz,
gdzie moją dawną maską płacze nad tobą niebo.
Miasta dzwonków miedzianych! W pokojach waszych ulic

gwiazdy płyną, gospody, a w szyldzie czerwony kogut,
tam w winny sześcian kubka jak w ciszę się zatulić,
cień nieprawdziwych ludzi jak totem zawiesić nad trwogą.

Trzeszczy zbroja, czerwono mury odbija jak rzeka
i płynie ze mną wśród wróbli, wśród czarnych lotów kruków.

Z kołyski siodła wieczorem wysiądę i poczekam
na zamek, który wzdłuż ulic nadejdzie w kolczugach łuków.

Zamkowe sale jak echo - sklepienia martwych chórów
obsiądą mnie, jak pomnik gołębi obsiada trzepot.
Znużony, zastygnę u sklepień; w strzelnicy rudego muru
twój portret sprzed lat zobaczę wprawiony w zimne niebo.
Twe oczy białe od marzeń zawloką mnie nad studnię,
gdzie skuty w drewniane dłonie płomień wody mdławy.
w tym wspomnieniu prawdziwym skoczę... a żółte południe
słońce uwiesi u szyi. Żegnaj, księżniczko jawy.

V. O łani
Po rdzawych śladach echa nie wytropię
łani z rubinowych łez.
Kiedy przejdziesz za chmury, tam graniczy kopiec,
gdzie tylko pręgą smutku jest myśliwski pies.
Po zżółkłych kroplach liści nie wywołam
płonących fregat gwiazd -
tam jak odarty z jaźni przez wiatr i tam wola
martwa jak dzban gliniany - wspomnień głaz.
w niebie ze szpilek śniegu - nie odszukam -
tam gwiazdy białe jak chłód.
Żadne zwierzęta mityczne nie szemrzą w czarnych bukach,
żaden dąb nie wyśpiewa tych nut.

Z nieba czarnej tablicy gwiazdy kredowe zetrzyjcie -
- pejzaż i tak zgaszony jak wieczorna wieś,
bo nad żadne jezioro urojeń nie przyjdzie
łania ubiegła w trwogę, w zagasłych komet ogień,
łania z rubinowych łez.

styczeń 1940 r.



Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 81 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh
  ▲ top