This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.
Hector Servadac/I/02
| ←Rozdział I | Hector Servadac Część I. Rozdział II. written by Juliusz Verne |
Rozdział III→ | |
Uwaga! Tekst wydano w 1931 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek! |
który maluje fizyczne i moralne oblicze kapitana Servadac’a i jego ordynansa Ben-Zouf’a.
Służbowe wykazy Ministerstwa Wojny notowały owego roku pod wiadomą datą, co następuje:
– Servadac (Hector), urodzony 19-go lipca 18… w Saint Trelody, departament Girondy.
Stan majątkowy: tysiąc dwieście franków renty.
Czas służby: 14 lat, 3 miesiące i 5 dni.
Szczegóły dotyczące służby wojskowej i wypraw wojennych: szkoła w Saint-Cyr 2 lata, wyższa szkoła wojskowa 2 lata i 87 pułk linjowy 2 lata; 3 pułk strzelców 2 lata, Alger 7 lat. Brał udział w wyprawach kolonjalnych do Sudanu. Stanowisko: Kapitan sztabowy w Mostaganem.
Odznaczenia: Kawaler Legji Honorowej z dnia 13 marca 18…
Hector Servadac miał lat trzydzieści. Sierota bez rodziny i majątku, żądny był sławy i pieniędzy. Zapaleniec i nawet, rzec można, zawadjaka, obdarzony bystrym i żywym umysłem, cięty, zaczepny, odważny i buńczuczny, miał czułe i wrażliwe serce. Jak przystało na potomka walecznego rodu, był całą dusza żołnierzem. Mimo licznych, zawsze szczęśliwie kończących się przygód i awantur, nie miał w sobie nic z pyszałka lub pozera. Urodził się snać pod szczęśliwą gwiazdą i sama natura przeznaczyła go do nadzwyczajnych przeżyć, darząc jednocześnie najtkliwszą opieką.
Zewnętrznie Hector Sarvadac był czarującym oficerem: pięć stóp i sześć cali wzrostu, wysmukły, zręczny, proporcjonalnej budowy, na górnej wardze miał kruczy podkręcony zlekka wąsik i niebieskie, śmiało i jasno patrzące na świat oczy, które podobały się bardzo i zjednywały mu powszechną sympatję zarówno w sferach wojskowych, jak i towarzyskich.
Trzeba tu przyznać gwoli sprawiedliwości, czego zresztą i sam zainteresowany nie ukrywał, że kapitan Servadac nie bardzo był uczony i wiedzy posiadał tylko tyle, ile tego wymagała konieczna potrzeba. – „Nie lubimy się przepracowywać, nie pchamy się gwałtem do nauki” – mawiają oficerowie kawalerji. Kapitan Servadac nie wiele różnił się od towarzyszów broni, ale że był zdolny i sprytny, ukończył szkoły z dobrym wynikiem i dostał się do sztabu generalnego w randze kapitana. Rysował zresztą, wcale dobrze, a zwłaszcza pysznie trzymał się na koniu, niebawem też zyskał sobie sławę niezwyciężonego mistrza jazdy.
Powszechnie ceniono w nim męstwo i odwagę, podziwiając jednocześnie jego szczęśliwą gwiazdę.
Opowiadano np. taką historję:
Pewnego dnia kapitan Servadac prowadził przez głęboki okop pieszy oddział strzelców. W pewnem miejscu grzbiet nasypu, podziurawiony nieprzyjacielskiemi granatami, osunął się i nie był już dość wysoki, aby osłonić żołnierzy przed bezustannym ogniem kartaczy. Strzelcy zawahali się. Wówczas Hector Servadac wstąpił na krawędź nasypu, położył się na niej, podnosząc w ten sposób poziom przykrycia, i zawołał!
– „Naprzód, marsz!”
I oddział przeszedł pod gradem kul, z których ani jedna nie tknęła dzielnego dowódcy.
Od czasu wyjścia z wyższej szkoły wojskowej Hector Servadac, poza udziałem w kilku wyprawach kolonjalnych, pełnił służbę stale w Algerze. W tej chwili piastował urząd sztabowego oficera komendy w Mostaganem. Mając powierzoną sobie pracę topograficzną na odcinku pomiędzy Tener i ujściem Szeliwu, zamieszkiwał małą arabską chatynkę, która nietylko nie zapewniała wykwintu ale nawet wygody. Kapitan nie przejmował się takiemi błahostkami. Lubił on żyć pełną piersią i korzystał ze wszystkich prerogatyw swobody i wolności stanu oficerskiego. Przemierzał stokrotnie w pieszych wędrówkach piaski wybrzeża, lub wspinał się konno po skalistych zboczach, zaś z powierzoną sobie pracą nie śpieszył się zbytnio.
Lubił to niezależne prawie życie. Mało absorbujące zajęcia pozwalały mu wyrwać się ze dwa, trzy razy w tygodniu do Oranu na przyjęcia u generała, lub na uroczyste zebrania u gubernatora Algeru.
Przy takiej to właśnie sposobności poznał panią de L… Była to wdowa po pułkowniku, młoda, bardzo piękna, dumna i nieprzystępna kobieta, która nie widziała lub nie chciała widzieć składanych sobie hołdów. Z tego powodu kapitan Servadac nie miał dotąd odwagi wyrazić jej swych uczuć. Wiedział poza tem, że ma rywali, a najgroźniejszym z nich był hrabia Timaszew. Rywalizacja ta właśnie wywołała pojedynek, o którym zresztą nic nie wiedziała Bogu ducha winna dama. Zresztą, jak wiadomo, nazwisko jej nie zostało wymienione.
Małą chatkę arabską zamieszkiwał wraz z kapitanem Servadac’em jego ordynans Ben-Zouf.

Ben-Zouf duszą i ciałem oddany był swemu władcy i panu. Nie zamieniłby swej służby przy boku kapitana na najszczytniejsze stanowisko, odrzuciłby napewno bez wahania propozycję zostania adjutantem generalnego gubernatora Algeru. Pozbawiony zupełnie ambicji osobistej karjery, ogromnie był czuły na punkcie wciąż nowych zaszczytów dla swego pana i codzień zrana sprawdzał, czy mundur kapitana nie zdobią jeszcze pułkownikowskie szlify.
Sądząc z imienia możnaby przypuścić, że Ben-Zouf był Algerczykiem. Opinja ta jednak byłaby mylna. Imię to bowiem było tylko przydomkiem. Był on czystej krwi Francuzem i urodził się w Paryżu, w dzielnicy Montmartre. Do gniazda ojczystego wzdychał i wspominał je z rozrzewnieniem. Montmartre skupiał dlań w sobie wszystkie cudowności i uroki świata i był niezaprzeczalnie najwspanialszą górą na ziemi. W podróżach swych widywał coprawda niejednokrotnie wyniosłości potężniejsze, żadna z nich jednakże nie wydała mu się równie malowniczą. Ben-Zouf dałby się raczej posiekać w kawałki, zanimby przyznał, że ukochany Montmartre ma mniej niż pięć tysięcy metrów wysokości!
W najcięższych opresjach ratował życie kapitanowi, kapitan zaś odpłacał mu w stosownej chwili tem samem serdecznem przywiązaniem.
Znał on wartość swego ordynansa i cenił go sobie bardzo. Przebaczał mu też chętnie jego, niewinne zresztą, dziwactwa i przemawiał doń w sposób, który przywiązuje sługę do zwierzchnika.
| Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 71 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh |