This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.

Hector Servadac/I/15

Free texts and images.
Jump to navigation Jump to search

←Rozdział XIV Hector Servadac • Część I. Rozdział XV. • written by Juliusz Verne Rozdział XVI→
←Rozdział XIV Hector Servadac
Część I. Rozdział XV.
written by Juliusz Verne
Rozdział XVI→
Uwaga! Tekst wydano w 1931 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Rozdział XV,
w którym drogą dyskusji dochodzi się do odkrycia, bliskiej już, być może, prawdy.


Przez pierwszych kilka godzin podróży rozprawiano wyłącznie na temat możliwych następstw świeżo odkrytego zjawiska. Hrabia, kapitan i porucznik Prokop mimo usiłowań nie byli w możności przejść do porządku nad tą nową zagadką. Cóż w istocie wiedzieli pewnego? Że Dobryna, opuszczając wyspę, nazwaną przez rozbitków Ostoją, dotarła do nowego lądu dopiero przy trzynastym stopniu długości wschodniej. Przebyła więc przestrzeń piętnastu stopni. Dodając do tego długość cieśniny, która umożliwiała przedarcie się przez nieznany ląd, około trzech i pół stopnia, następnie odległość drugiego krańca cieśniny od Gibraltaru, wynoszącą w przybliżeniu cztery stopnie i wreszcie siedem stopni przestrzeni, dzielącej Gibraltar od opuszczonej wyspy, otrzymamy łączną przestrzeń dwudziestu dziewięciu stopni.

A zatem Dobryna, opisawszy krzywą zamkniętą, wracała po przebyciu dwudziestu dziewięciu stopni do miejsca, z którego wyruszyła.

Licząc po osiemdziesiąt kilometrów na stopień. przebyła łączną przestrzeń dwóch tysięcy trzystu dwudziestu kilometrów.

– A więc – rzekł kapitan Servadac – ponieważ Dobryna, nie zmieniając kierunku powróciła do tego samego miejsca, z którego wyruszyła, należy przypuścić, że kula ziemska ma teraz tylko dwa tysiące trzysta dwadzieścia kilometrów w obwodzie.

– Tak jest – odparł porucznik Prokop – daje to średnicę długości siedmiuset czterdziestu kilometrów. Czyli że dawna średnica, wynosząca, jak wiadomo, dwanaście tysięcy siedemset dziewięćdziesiąt dwa kilometry, zmalała szesnaście razy. Twierdzę bowiem z całą stanowczością, iż odbyliśmy podróż naokoło tego, co zostało z dawnego świata!

– Takie stanowisko wyjaśniłoby nam wiele szczególnych, a dotąd niewyjaśnionych zjawisk – wtrącił hrabia Timaszew. – Na kuli tak niewielkich rozmiarów musiała osłabnąć siła przyciągania, równie łatwo tłumaczy się przyśpieszenie obrotu wokół osi, nawet tak wielkie, że doba zamiast dwudziestu czterech, wynosi tylko dwanaście godzin. Co do drogi wokół słońca… – hrabia Timaszew zawahał się chwilę, nie orjentował się bowiem, jak to zjawisko podporządkować nowemu systemowi.

– Słuchamy, hrabio – odezwał się kapitan Servadac – a zatem ta nowa orbita?

– Jaki jest twój pogląd na tę sprawę? – zwrócił się hrabia do porucznika Prokopa.

– Nie może tu być dwóch odpowiedzi, tylko jedna, jedyna!

– To znaczy! – niecierpliwił się kapitan Servadac, jakgdyby przeczuwając odpowiedź Prokopa.

– To znaczy – brzmiała odpowiedź – że jakaś część globu ziemskiego, otoczona atmosferą, oderwała się od całości i obiega wokół słońca drogę, która nie jest dawną orbitą Ziemi.

Po tem mającem pozory słuszności wyjaśnieniu zapanowało chwilowe milczenie. Przygnębienie zapanowało wśród rozmawiających. Wszystkich pochłonęły rozmyślania nad nieobliczalnemi konsekwencjami nowego stanu rzeczy. Jeśli istotnie jakiś olbrzymi blok oderwał się od Ziemi, to jakie było jego przeznaczenie! Czy na wzór komet przebywać będzie setki miljonów mil w przestrzeni, czy też będzie krążyć wokół źródła ciepła i światła?

Czy wreszcie nowa ta droga styka się gdzieś z ekliptyką ziemską i czy można mieć nadzieję spotkania i połączenia dwóch tak gwałtownie rozerwanych brył?

Kapitan Servadac pierwszy przerwał milczenie:

– Ależ u licha! Pańska hipoteza, poruczniku, wyjaśnia wiele rzeczy, ale, mimo to jest nie do przyjęcia!

– Dlaczegoż to, kapitanie? Dla mnie jest ona jedynem rozwiązaniem, tłumaczącem wszystko.

– Otóż nie, jednej przynajmniej sprawy nie obejmuje stanowczo.

– Jakiej mianowicie? – zapytał porucznik Prokop.

– Zaraz – ciągnął kapitan Servadac – trzeba żebyśmy się dobrze zrozumieli. Otóż pan twierdzi, że ułamek kuli ziemskiej, obejmujący część morza Śródziemnego, od Gibraltaru aż po Maltę, stał się ta nową asteroidą, która unosi nas w zaświaty.

– Wierzę w to święcie.

– Ale jakże pan wytłumaczy powstanie nowego lądu, który otacza morze Śródziemne i szczególną budowę tego wybrzeża? Dlaczego część globu, która nas unosi, zmieniła swą dawną granitową i wapienną budowę, skąd wzięły się na jej powierzchni związki mineralne, których składu nie umiemy ustalić?

Był to poważny zarzut, stawiany teorji porucznika Prokopa. Istotnie, można było zgodzić się na to, iż część kuli ziemskiej oderwała się, unosząc ze sobą część atmosfery i morza Śródziemnego, należało również przypuścić, że ruchy obrotowe i postępowe nowej asteroidy nie były identyczne z ruchami Ziemi, ale dlaczego zamiast żyznych wybrzeży pojawił się ten mur urwisty, pozbawiony śladów życia?

Porucznik Prokop pocieszał się, że przyszłość zapewne wyjaśni tę sprawę. W każdym razie nie rezygnował ze swej hipotezy, która rozwiązywała tyle spraw niepojętych. Przyczyna katastrofy nie dawała się jeszcze uchwycić. Byłożby to działanie sił centralnych Ziemi? Wydawało się to wątpliwe. Tyle jeszcze było ciemnych punktów w tej sprawie…

– W gruncie rzeczy – zakonkludował kapitan Servadac – obojętne mi jest na jakiej gwieździe krążę we wszechświecie, byle Francja krążyła wraz ze mną.

– Francja… i Rosja – dorzucił hrabia Timaszew.

– I Rosja! – poprawił się czem prędzej oficer sztabu generalnego.

Tymczasem, jeśli istotnie część globu ziemskiego poruszała się po nowej orbicie i jeśli część ta miała kształt kulisty, w takim razie rozmiary kuli tej były bardzo niewielkie, a co zatem idzie, część Francji i pokaźna część Rosji musiały pozostać przy dawnej macierzy. To samo dotyczyło Anglji. Zresztą brak wiadomości z Anglji w Gibraltarze w ciągu sześciu tygodni przemawiał wymownie za tem przypuszczeniem. Jeśli wyspa Ostoja miała, jak należało się tego spodziewać, stałą długość dnia i nocy, czyli leżała na równiku asteroidy, w takim razie dwa bieguny, północny i południowy, były od niej jednakowo odległe i dzieliły odbytą przez Dobrynę drogę na dwa łuki, długości tysiąca stu sześćdziesięciu kilometrów każdy. Toby znaczyło, że każdy z biegunów oddalony był od wysepki o pięćset osiemdziesiąt kilometrów. Z chwilą jednak wyznaczenia tych punktów na mapie, okazało się, że biegun północny nie sięgał poza Prowancję, południowy zaś leżał w pustyni afrykańskiej na wysokości dwudziestego dziewiątego równoleżnika.

Czy porucznik Prokop miał rację, upierając się przy swojej hipotezie? Czy istotnie nowa asteroida oderwała się od Ziemi? Na to trudno było odpowiedzieć. Przyszłość tylko mogła dać rozwiązanie zagadki, nie było jednak szaleństwem twierdzenie, że porucznik Prokop, jeśli nie zgłębił całkowicie tajemnicy, w każdym razie zbliżył się ku prawdzie.

Pogoda był cudowna i Dobryna, gnana siłą motoru i wiatrem, posuwała się szybko na północ.

Na północ, lecz nie na wschód, gdyż ziemie hiszpańskie, a przynajmniej część ich, mieszcząca się dawniej pomiędzy Gibraltarem i Alicante, zniknęła całkowicie. Malaga, Almeria, przylądek Palos, ani wreszcie Kartagina nie zajmowały miejsc wyznaczonych im na mapie. Morze pokrywało cały dawny półwysep hiszpański i jacht dopiero na wysokości Sewilli dotarł do pasa skalistych złomów, identycznych z napotkanemi już poprzednio w okolicach Malty. Od tego miejsca morze wrzynało się głęboko w ląd, tworząc kąt ostry, na którego wierzchołku powinien był znajdować się Madryt. Potem wybrzeże skręcało na południe, wkraczało w obręb dawnej zatoki i roztaczało groźne pazury wokół dawnych wysp Balearskich.

Zbaczając nieco z wytkniętej drogi, w chęci odnalezienia śladów tych właśnie wysp Balearskich, podróżnicy dokonali niespodziewanego odkrycia.

Było to dnia 21-go lutego. O godzinie 8-ej rano jeden z pełniących służbę marynarzy zawołał:

– Butelka w morzu!

Butelka ta mogła zawierać drogocenny dokument, wyjaśniający nowy stan rzeczy. To też hrabia Timaszew, Hector Servadac i porucznik momentalnie znaleźli się na przedzie Dobryny. Po krótkich i umiejętnych zabiegach sygnalizowany przedmiot został wciągnięty na pokład jachtu.

Nie była to butelka, lecz futerał skórzany od lunety. Wieko było starannie zalakowane, tak aby woda nie mogła przeniknąć do wnętrza.

Porucznik Prokop, którego ani na krok nie odstępowali hrabia i Hector Servadac, uważnie badał znaleziony przedmiot. Brak było na nim marki fabrycznej. Na pieczęci lakowej, przytwierdzającej wieczko, widniały inicjały: R. P.

Po złamaniu pieczęci, wyjęto z pochwy nienaruszony przez wodę zwitek papieru. Na zwykłej kartce z notatnika widniały słowa:

Galja?

Odległość od słońca 15 lutego: 59,000.000 mil.

Droga przebyta od stycznia do lutego: 32,000.000 mil.

Va bene! All right! Parfait!!!

– Co to ma znaczyć? – pytał hrabia Timaszew, oglądając ze wszystkich stron kartkę.

– Nic nie rozumiem – odparł Hector Servadac – jedno tylko jest pewne, że autor tego dokumentu żył jeszcze dnia 15-go lutego, gdyż tę właśnie datę nosi kartka.

– To jest jasne – zgodził się hrabia. – Co się tyczy samego dokumentu, to jest on niepodpisany i skreślony w językach łacińskim, włoskim, angielskim i francuskim, z przewagą jednakże słów francuskich.

– Nie może tu być mowy o żadnej mistyfikacji – rzekł kapitan Servadac – dokument ten odnosi się bezwątpienia do nowego porządku wszechrzeczy, który nietylko nam, jak widać, dał się we znaki! Pochwa, w której znaleźliśmy go, należała do obserwatora płynącego statkiem…

– Nie zgodzę się z tem, kapitanie – przerwał porucznik Prokop – gdyż obserwator ten byłby włożył dokument do butelki, bardziej odpornej na działanie wody, niż skóra. Przypuszczam raczej, że może uczony, który ocalał na jakimś samotnym punkcie kontynentu, pragnął podzielić się ze światem swemi obserwacjami i użył do tego celu pochwy od lunety, mniej mu widocznie potrzebnej, niż butelka.

– To jest w gruncie rzeczy obojętne – przeciął dyskusję hrabia. – Chodzi o odcyfrowanie dokumentu, nie o to zaś, kto był jego autorem. Zacznijmy od początku. A więc przedewszystkiem, co znaczy ta Galja?

– Nie znam żadnej planety, noszącej tę nazwę – odparł kapitan Servadac.

– Kapitanie – odezwał się wówczas porucznik Prokop – czy pozwoli pan sobie zadać jedno pytanie?

– Proszę bardzo.

– Czy nie sądzi pan, że dokument ten potwierdza moją teorję?

– Tak… być może… – odparł Hector Servadac – chociaż zarzut dotyczący budowy naszej asteroidy wciąż jeszcze nie został odparty.

– Przypuszczacie więc panowie – wtrącił hrabia – że domniemany ów uczony nowej planecie nadał nazwę „Galja”?

– Czyżby to był uczony francuski! – zastanowił się porucznik Prokop.

– Według wszelkiego prawdopodobieństwa – odparł kapitan Servadac. – Na osiemnaście słów składających dokument, mamy jedenaście słów francuskich, a tylko trzy łacińskie, dwa włoskie i dwa angielskie. Różnojęzyczność kartki świadczy, mojem zdaniem, o przezorności autora, który pragnął być za wszelka cenę zrozumiany.

– Przypuśćmy, że „Galja’’ jest nazwa nowej, zawieszonej w przestworzu asteroidy – mówił hrabia – i badajmy dalej. „Ab sole distance au 15 fevrier, cinquante neuf millions de lieux”…

– To była rzeczywista, odległość Galji od słońca, w chwili przecięcia drogi Marsa – wyjaśnił porucznik Prokop.

– Doskonale – ucieszył się hrabia – oto pierwszy punkt dokumentu zgadza się więc z naszemi obserwacjami.

– Jak najdokładniej – potwierdził porucznik.

– „Droga przebyta od stycznia do lutego” – czytał dalszy ciąg dokumentu hrabia – „trzydzieści dwa miljony mil”.

– Mowa tu najwidoczniej – wyjaśniał Hector Servadac – o drodze przebytej przez Galję po nowej orbicie.

– Tak jest – odparł porucznik Prokop – i zgodnie z prawami Keplera, szybkość Galji, lub też co na jedno wychodzi, drogi przebywane w jednakowych odstępach czasu, zmniejszały się stopniowo. Najwyższą temperaturę odczuwaliśmy właśnie owego dnia, 15-go stycznia. Jest więc możliwe, iż tego dnia Galja osiągnęła swe periheljum, czyli punkt najbliższy słońca, i że poruszała się wówczas dwa razy szybciej od Ziemi, której szybkość wynosi dwadzieścia osiem tysięcy osiemset mil na godzinę.

– Słusznie – zgodził się kapitan Servadac – ale to nie wyjaśnia, w jakiej odległości od słońca znajduje się apheljum Galji.

– Tak jest, kapitanie – odparł porucznik Prokop – ale dokładne badania, dotyczące różnych punktów krzywej ruchu Galji, dadzą odpowiedź na te pytania.

– Istotnie – podjął hrabia Timaszew – jeśli Galja jest asteroidą, podlega, jak wszystkie ciała ruchome, prawom mechaniki, a ruchem jej, podobnie jak ruchami wszystkich innych planet, rządzi słońce. Od chwili oderwania się od Ziemi, bryłą tą zawładnęły siły przyciągania i droga jej została niezmiennie ustalona.

– Żeby tylko – wtrącił porucznik Prokop – drogi tej nie zamąciły inne planety! Galja jest wszak tak mała w stosunku do innych ciał układu słonecznego, że większe planety mogą mieć na nią wpływ nieobliczalny.

– Bardzo możliwe – dorzucił kapitan Servadac – że rozmaite przykre spotkania zmuszą Galję do zbaczania z drogi. Ale zważyć proszę, panowie, że rozprawiamy już tak, jak rdzenni „Galijczycy”. A któż nam zaręczy, iż owa Galja, o której mowa w dokumencie, nie jest poprostu małą sto siedemdziesiątą z rzędu planetą, świeżo odkrytą!

– Nie, to jest wykluczone – odparł porucznik Prokop. – Planety dostrzegane przez teleskop poruszają się w wąskiej strefie, zawartej pomiędzy Marsem i Jowiszem. A zatem nie zbliżają się nigdy do słońca tak bardzo, jak Galja w swem periheljum. Tego faktu nie można podawać w wątpliwość, ponieważ stwierdza go zgodnie dokument i nasza obserwacja.

– Szkoda – biadał hrabia Timaszew – że brak nam przyrządów do obserwacji i pomiarów.

– Mam wrażenie – odparł kapitan Servadac – że czas nam wszystko wyjaśni.

– Co zaś do ostatnich słów dokumentu – podjął hrabia – „Va bene! – All right! – Parfait!” nie przypisuję im żadnego znaczenia…

– Chyba tylko to – rzekł Hector Servadac – że autor dokumentu jest zachwycony nowym stanem rzeczy i przyszłość maluje mu się w barwach różowych.

Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 71 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh
  ▲ top