This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.

Hector Servadac/I/21

Free texts and images.
Jump to navigation Jump to search

←Rozdział XX Hector Servadac • Część I. Rozdział XXI. • written by Juliusz Verne Rozdział XXII→
←Rozdział XX Hector Servadac
Część I. Rozdział XXI.
written by Juliusz Verne
Rozdział XXII→
Uwaga! Tekst wydano w 1931 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Rozdział XXI,
w którym przekonamy się, jaką, wspaniałą niespodziankę natura przygotowała mieszkańcom Galji.


Odkryta grota była istotnie wymarzonem schronieniem dla mieszkańców Galji. Mogli tam znaleźć pomieszczenie nietylko ludzie, ale i oba konie kapitana Servadac’a i wcale pokaźna liczba zwierząt domowych.

Nie należało tracić dnia ani godziny. Póki Dobryna mogła jeszcze swobodnie kursować po morzu, trzeba było wrócić, zarządzić przeprowadzkę ludzi i zwierząt, zabezpieczyć żywność i zainstalować się na dobre na Gorącym Lądzie, tak bowiem nazwano nową, zbawczą miejscowość.

Łódź motorowa tego samego dnia jeszcze wróciła na wysepkę i zaraz nazajutrz przystąpiono do pracy.

Dobryna, naładowana po brzegi, trzykrotnie odbywała podróż z Ostoi do wulkanu, przewożąc rzeczy, produkty i około pięćdziesięciu sztuk bydła.

Kapitan Servadac, hrabia Timaszew i porucznik Prokop pracowali nad urządzeniem pieczar i grot i zamieniali je na wnętrza mieszkalne.

Należało się śpieszyć, gdyż lód nie tajał już nawet w południe pod działaniem prostopadłych promieni słonecznych. Wygodniej bowiem było transportować rzeczy wodą, niż przenosić je po śliskiej skorupie lodowej, wobec braku zwierząt pociągowych. W trakcie dalszych poszukiwań odkryto nowe galerje i nowe pieczary. Cała góra przypominała olbrzymi ul, obfitujący w puste komory. Pszczoły, czyli koloniści, mogli się tu wygodnie urządzić.

Pierwszą troską kapitana Servadac’a i jego towarzyszy było jak najkorzystniejsze wyzyskanie ciepła wulkanu. Otwierając strumieniom lawy nowe koryta, skierowano je do miejsc, gdzie były potrzebne. W ten sposób kuchnia z Dobryny, zainstalowana w odpowiednio do tego celu przygotowanym zakątku, ogrzewana była wulkaniczną lawą, kucharz zaś Michał łatwo oswoił się z tym nowym rodzajem opału.

Jakby to było świetnie, marzył Ben-Zouf, gdyby na Ziemi każdy dom zamiast pieców i kaloryferów posiadał własny wulkanik.

Wielką grotę przeznaczono na salę ogólną. Umeblowano ją najlepszemi meblami z Dobryny i z domku Hectora Servadac’a. Wzięte z jachtu żagle miały różnorodne zastosowanie. Bibljoteka, obficie zaopatrzona w książki francuskie i rosyjskie, również znalazła się w sali ogólnej. Stół, krzesła i lampy dopełniały umeblowania. Na ścianach porozwieszano mapy z Dobryny. Jak już wspomniano wyżej, ognista zasłona, zamykająca wewnętrzny otwór pieczary, ogrzewała i oświetlała ją jednocześnie. Ten potok lawy wpadał do małego basenu, otoczonego wieńcem podwodnych skał i nie mającego żadnej łączności z morzem. Był to najwidoczniej wylot głębokiej bardzo szczeliny, której wody, dzięki bliskości wulkanu, nie zamarzały nawet w czasie najsilniejszych mrozów. Druga grota, położona w głębi, na lewo od sali ogólnej, została przeznaczona na mieszkanie prywatne kapitana Servadac’a i hrabiego. Porucznik Prokop i Ben-Zouf zajęli rodzaj wnęki, wydrążonej w skale. Obok znalazł się zaciszny kącik, w którym urządzono miłe gniazdko dla małej Niny. Marynarze rosyjscy i Hiszpanie rozlokowali się w przylegających do sali ogólnej i świetnie potokami lawy ogrzanych galerjach. W ten sposób cała kolonja znalazła bezpieczny schron, w którym mogła spokojnie przeczekać choćby długą i surową zimę.

Gorączkowe przygotowania do przeprowadzki, któremi żyła cała kolonja galijska, jednego tylko Hakhabuta nie wytrąciły z równowagi. Nieufny i podejrzliwy jak zwykle, nie ruszał się z pokładu swego stateczku, klnąc, zawodząc i wyglądając daremnie ratunku od strony morza. Początkowo nie wierzył wogóle w przeprowadzkę, ale ciągłe podróże Dobryny przekonały go, że kapitan Servadac i jego towarzysze opuszczają Ostoję.

Wówczas zaczął wypytywać i badać Ben-Zoufa, ale ordynans zbywał go byle czem, nie chcąc się wdawać w dłuższe dyskusje.

Zaniepokojony poważnie postanowił wreszcie zwrócić się o wyjaśnienie do samego gubernatora.

– Ależ tak, wszystko coś słyszał jest najprawdziwszą prawdą – odparł zirytowany takiem niedowierzaniem kapitan Servadac – i najwyższa już pora przenieść się do Wielkiej Groty.

– Litości! – jęczał Hakhabut.

– Czy chce pan ludzi, którzyby przeprowadzili Hanzę do nowej przystani Gorącego Lądu?

– Ja chcę wrócić do Algeru – brzmiała odpowiedź.

– Powtarzam panu, że Alger już nie istnieje.

– Na Allacha, czyż to jest możliwe?

– Pytam po raz ostatni, czy chce pan przenieść się z nami do Gorącego Lądu?

– Miłosierdzia! Co stanie się ze mną?

– Nie chce pan, a więc dobrze, Hanzę jednak przeprowadzimy i bez pana w miejsce bezpieczne!

– Bez mojej zgody, panie gubernatorze?

– Tak jest, gdyż nie mogę pozwolić, aby przez głupi pana upór cały ładunek poszedł na marne!

– Ależ to oznacza mój koniec!

– Prędszy koniec nastąpi, gdy pozwolimy panu działać według własnej woli – odparł kapitan Servadac – a teraz proszę mi nie zawracać głowy!

Hakhabut skierował się na statek, wznosząc ręce do nieba o pomoc.

20-go marca ukończono prace przygotowawcze. Nazajutrz Dobryna miała wszystkich przewieźć na zimowe leże. Najwyższa to była pora, termometr bowiem spadł już do ośmiu stopni poniżej zera. Postanowiono przeprowadzić również i Hanzę, mimo wszelkich protestów właściciela.

Czterech marynarzy rosyjskich dokonało tego czynu i w ślad za Dobryną pływający sklepik opuścił Ostoję, kierując się na południe. Płacz, lament i złorzeczenia lichwiarza nie dadzą się nawet opisać. Powtarzał z uporem, że nie prosił o pomoc, że pogwałcono jego wolę, że sam sobie radzić potrafi i t. d. i t. d.

Po upływie kilku godzin, gdy Hanzę umieszczono w zatoce Gorącego Lądu, gdy zorjentował się, że dobytek jego jest zabezpieczony, promieniał radością i powtarzał szeptem:

– I pomyśleć tylko, że to wszystko za darmo! To osły! Przeprowadzili mnie za darmo!

Wszyscy mieszkańcy opuścili wyspę Ostoję. Na tym drobnym strzępie potężnej ongiś kolonji francuskiej żerowały już tylko ptaki.

Kapitan Servadac i jego towarzysze objęli w posiadanie nową siedzibę. Urządzenie wewnętrzne Wielkiej Groty przypadło wszystkim do gustu, ciepło tu było i wygodnie. Jeden tylko Isaak Hakhabut nie podzielał ogólnych zachwytów. Nie chciał nawet zwiedzić galerji i nie opuszczał ani na chwilę pokładu Hanzy.

– Pewnie się boi – kpił Ben-Zouf – że każe mu się zapłacić komorne. Szczwany lis, ale wkrótce mróz wygoni go z jego kryjówki!

Wieczorem powitalna uczta zgromadziła wszystkich w sali jadalnej. Bawiono się istotnie, wznosząc toasty na cześć gubernatora i jego zmysłu organizacyjnego. Było bardzo wesoło. Hiszpanie przy akompaniamencie gitary i kastanietów śpiewali chórem. Ben-Zouf intonował piosenki wojskowe. Później zaimprowizowano bal, pierwszy bez wątpienia bal na Galji. Marynarze rosyjscy odtańczyli tańce narodowe, Hiszpanie popisywali się swemi wspaniałemi fandango, Ben-Zouf nawet starał się odtworzyć popularną na Montmartre trzęsionkę.

Uczta przeciągnęła się do godziny dziewiątej. Wszyscy pragnęli zaczerpnąć świeżego powietrza, gdyż w sali zabaw gorąco było i duszno. Ben-Zouf wyprzedził wszystkich. Za nim podążali zwolna kapitan Servadac, hrabia Timaszew i porucznik Prokop. Dopiero krzyki dochodzące z zewnątrz galerji kazały przyśpieszyć kroku. Nie były to jednak okrzyki zgrozy, lecz jakieś wiwaty i brawa. Wszyscy Galijczycy zgromadzili się na skałach u wylotu Galerji. Ben-Zouf, z ręką wyciągnięta ku niebu, zastygł formalnie w ekstazie.

– Ach, panie gubernatorze! Władco! – wołał z niedającą się opisać radością.

– Cóż takiego? Co się stało? – pytał kapitan Servadac.

– Księżyc! – odparł ordynans.

Istotnie, z mgły nocnej wyłaniał się księżyc i ukazał się po raz pierwszy na horyzoncie Galji.

Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 71 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh
  ▲ top