This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.
Hector Servadac/II/09
| ←Rozdział VIII | Hector Servadac Część II. Rozdział IX. written by Juliusz Verne |
Rozdział X→ | |
Uwaga! Tekst wydano w 1931 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek! |
w którym oświeceni Galijczycy wybiegają myślą w nieskończoność.
Upłynął miesiąc. Galja błądziła w przestworzach. Mieszkańcy jej czuli się jak podróżni w czasie długiej wędrówki; urządzili się możliwie najwygodniej, ale nie instalowali się na dobre. Wierzyli święcie, że powrócą na Ziemię.
Hrabia Timaszew, kapitan Servadac i porucznik Prokop cieszyli się już myślą spotkania z bliskimi i nie troszczyli się zbytnio o przyszłość na Galji, nie gromadzili zapasów, nie hodowali zwierząt i ptactwa, nie starali się użyźniać gruntu pod przyszłe zasiewy.
Czasem jednak i ich ogarniało zwątpienie i wówczas zastanawiali się, co zrobią, gdy nie uda się wrócić na Ziemię. W jaki sposób urządzą sobie życie na Galji? Jak zapewnią egzystencję grupce ludzi wycieńczonych dwudziestu miesiącami zimy?
Życie w grotach Gorącego Lądu na dłuższy przeciąg czasu nie przedstawiało się zbyt ponętnie. Jedynie oryginał w rodzaju Palmyrin Rosette’a mógł nie odczuwać niewygód i pragnąć przedłużenia fantastycznej sytuacji w nieskończoność.
Jedna zwłaszcza możliwość przejmowała zgrozą mieszkańców Groty. Co będzie, gdy wulkan wygaśnie? Wewnętrzny ogień Galji może się przecież wyczerpać. Co wówczas stanie się z ludźmi? Jakiem paliwem ogrzeją galerję, aby stworzyć temperaturę znośną do przetrzymania 50-stopniowych mrozów?
Na szczęście jednak brakło oznak wskazujących na możliwość wygaśnięcia wulkanu. Lawa płynęła z niezmienną regularnością i spokojem. Nie było żadnych powodów do obaw. Taka przynajmniej była opinja wiecznie pogodnego kapitana.
Dnia 15-go grudnia Galja znajdowała się w odległości dwustu szesnastu miljonów mil od słońca, blisko krańca wielkiej osi orbity. Poruszała się z szybkością jedenastu do dwunastu miljonów mil miesięcznie. Nowe światy rysowały się teraz przed oczami Galijczyków, a zwłaszcza przed uzbrojonemi w lunetę oczami Palmyrin Rosette’a. Po obserwacji Jowisza, z odległości, z jakiej żadnemu śmiertelnikowi nie było dotąd danem go oglądać, profesor zagłębił się w studjach nad Saturnem. Dzieliła go od niego odległość stu siedemdziesięciu trzech miljonów mil, odległość zgodna z poprzedniemi wyliczeniami uczonego.
Wrażeniami swojemi Palmyrin Rosette nie dzielił się z nikim; nie opuszczał obserwatorjum i nie odrywał oczu od szkieł lunety.
Ciekawi i żądni wiedzy Galijczycy musieli radzić sobie sami, posiłkując się znalezionemi w bibljotece Dobryny podręcznikami kosmografji.
Z książek dowiedziano się, że jeden obrót Saturna około Słońca trwa dwadzieścia dziewięć lat i sto sześćdziesiąt siedem dni, chociaż szybkość ruchu wynosi osiem tysięcy osiemset pięćdziesiąt osiem mil na godzinę. Obwód tej planety wynosi na równiku dziewięćdziesiąt tysięcy trzysta osiemdziesiąt mil. Powierzchnia jego wyraża się liczbą czterdziestu miljardów kilometrów kwadratowych, objętość zaś równa się sześciuset sześćdziesięciu sześciu miljardom kilometrów sześciennych. W rezultacie Saturn, choć mniejszy od Jowisza, jest siedemset trzydzieści pięć razy większy od Ziemi. Masa jego natomiast przewyższa tylko sto razy masę Ziemi, co wskazuje na gęstość mniejszą od gęstości wody. Obrót dookoła osi trwa dziesięć godzin dwadzieścia dziewięć minut, co daje w rezultacie liczbę dwudziestu czterech tysięcy sześciuset trzydziestu dni rocznie (czytaj przeszło dwadzieścia dziewięć lat ziemskich). Każda z czterech pór roku trwa tam zgórą 7 lat ziemskich.

Najciekawszą jednak osobliwością Saturna jest osiem satelitów, które stale towarzyszą planecie. Jakież piękne muszą być, w tak wspaniałym blasku, noce na Saturnie.
Jeszcze więcej uroku dodaje im niewątpliwie potrójny pierścień, otaczający planetę. Jest to obejmujący ją w przestrzeni pas świetlny, składający się z trzech kół koncentrycznych, każde o swoistem nasileniu i barwie światła. Pierścień ten jest według wszelkiego prawdopodobieństwa pozostałością mgławicy, z której powstał Saturn.

Galijczycy nie byli w stanie gołem okiem dojrzeć wszystkie te cuda. Odległość była zbyt wielka. Nie uskarżali się na to, bo w tych warunkach mniej zagrażała nikłej łupince, na której się znajdowali. Bardziej jeszcze odległy Uran również nie mógł być dokładnie zbadany, jakkolwiek w pewnych chwilach widziany był bez szkieł, bez towarzyszących mu jednak satelitów.
Ostatniej planety układu słonecznego, ostatniej aż do chwili odkrycia nowej, Galijczycy nie widzieli już wcale. Obserwował ją zapewne profesor Palmyrin Rosette, ale o tem było głucho. Inni Galijczycy musieli się zadowolnić książkową znajomością z Neptunem.
Średnia odległość tej planety od słońca wynosi miljard sto czterdzieści miljonów mil, a całkowity obrót dookoła słońca trwa sto sześćdziesiąt pięć lat. Neptun przebiega swą olbrzymią, mierzącą siedem miljardów siedemdziesiąt miljonów mil, orbitę z szybkością dwudziestu tysięcy kilometrów na godzinę. Planeta ta o kształcie kuli, sto pięć razy większej od kuli ziemskiej, ma jednego tylko satelitę w odległości stu tysięcy mil. Krzywa, po której porusza się Neptun, zdaje się być granicą układu słonecznego. Słońce w wielkiej mgławicy drogi mlecznej zajmuje skromne miejsce gwiazdy czwartego rzędu.
Cóż stanie się z Galją, jeśli wytrącona zostanie z pod wpływów słońca? Do jakiego układu będzie włączona? Może do najbliższej z gwiazd drogi mlecznej. Jest nią Alpha z konstelacji Centaura. Odległość jej od Słońca wynosi, przyjmując miljard za jednostkę, osiem tysięcy miljardów mil. Czyż znamy olbrzymie odległości pomiędzy gwiazdami? Kilka z nich zaledwie zostało zbadanych.
Biorąc za podstawę szybkość rozchodzenia się światła, postaramy się dać słabe pojęcie o tych bezmiernych przestrzeniach.
Wyobraźmy sobie człowieka, o nieograniczonej sile wzroku, i umieśćmy go w konstelacji Kozy. Patrząc na Ziemię, dojrzy on rzeczy, które działy się tam siedemdziesiąt dwa lata temu. Jeśli przeniesiemy go na gwiazdę dziesięć razy bardziej odległą, będzie świadkiem spraw, rozgrywających się przed siedmiuset dwudziestu laty. Jeszcze dalej, z odległości, którą światło przebywa w czasie dziewiętnastu wieków, będzie świadkiem ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Z oddali, dla której przebycia promień świetlny wymaga sześciu tysięcy lat, przeżyje wraz z Ziemią dzieje biblijnego potopu. Jeszcze dalej, skoro przestrzeń jest nieskończoną, ujrzy, zgodnie z tradycją biblijną, Stwórcę, wyczarowującego światy. W ten sposób wszystkie zdarzenia są utrwalone w bezmiarach przestrzeni i czas nie zaciera nic z ich wyrazistości.
Może i słuszność miał Palmyrin Rosette, gdy pragnął wiecznie błądzić w przestworzach! Bo cóż bardziej pociągającego nad cuda krain międzyplanetarnych? Gdyby jego asteroida wpadała w obręb działania coraz to innej gwiazdy, ileż rozmaitych konstelacyj byłby mógł zbadać. Oczy jego olśniłyby cuda, o których system słoneczny nie daje najsłabszego nawet pojęcia! Bardziej odległe grupy planetarne nie przez jedno zasilane są słońce. System monarchiczny nie ma snać powodzenia w sferach niebieskich. Jedno słońce, dwa słońca, sześć słońc, grawitują we wzajemnej zależności. Są to gwiazdy przeróżnych barw: czerwone, żółte, zielone, pomarańczowe. Jakże bajeczną musi być gra świateł na ich planetach! Cóż czeka Galję, jeśli w swej podróży międzyplanetarnej trafi do różnych układów? Jakże bajecznie kolorowe będą jej wschody słoneczne?
Nie było jej jednak sądzone dostać się pod władzę innego słońca, ani odbiec zbyt daleko od Ziemi.
Nie! Galja nie miała nigdy opuścić układu słonecznego. Miała tylko w bezmiarach przestrzeni odbyć drobną, nic nieznaczącą podróż, wyrażającą się liczbą sześciuset trzydziestu miljonów mil!
| Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 71 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh |