This is an archive copy of wikilivres.ca as of 18 February 2017 (from the WikiTeam dump). The original site is closed.

Hector Servadac/II/17

Free texts and images.
Jump to navigation Jump to search

←Rozdział XVI Hector Servadac • Część II. Rozdział XVII. • written by Juliusz Verne Rozdział XVIII→
←Rozdział XVI Hector Servadac
Część II. Rozdział XVII.
written by Juliusz Verne
Rozdział XVIII→
Uwaga! Tekst wydano w 1931 r. i jego słownictwo pochodzi z tamtej epoki. Proszę nie nanosić poprawek!

Rozdział XVII,
w którym pasażerowie balonu notują swoje uczucia i wrażenia.


Balon osiągnął wysokość dwóch tysięcy pięciuset metrów. Porucznik Prokop postanowił zatrzymać się w tej strefie. Między łódką i balonem zawieszony był, wypełniony suchą trawą, rodzaj drucianego rusztu. Można było w każdej chwili jego zawartość zapalić, uzyskując w ten sposób pożądany stan rozrzedzenia powietrza wewnątrz balonu.

Pasażerowie rozglądali się z zaciekawieniem wokoło. Pod nimi rozciągało się szerokie morze Galijskie. Odosobniony punkcik na północy, to wyspa „Ostoja”; daremnie szukano na zachodzie Gibraltaru i Ceuty – zniknęły bez śladu.

Na południu wznosił się wulkan, górując nad wybrzeżem i rozległem terytorjum Gorącego Lądu.

Całą uwagę podróżnych skupiała teraz na sobie, rysująca się w przestworzach, w całej okazałości Ziemia. W szybkiem tempie zmierzała ku Galji, przesłaniała sobą znaczną część nieba. Jej wspaniale oświetlona tarcza olśniewała wzrok. Odległość była już stosunkowo za małą, aby objąć wzrokiem oba bieguny Ziemi jednocześnie. Na powierzchni Ziemi lśniły różne plamy, jedne bardziej błyszczące – to lądy, nieco przytłumione – morza i oceany. Na ich tle przesuwały się zwolna wielkie białe płaty – były to chmury, rozsnute w atmosferze ziemskiej.

Po chwili już, wobec szybkości dwudziestu dziewięciu mil na sekundę, obraz Ziemi stał się wyrazistszy. Zaznaczyły się wybrzeża, uwypukliły się góry. O godzinie drugiej minut dwadzieścia siedem nad ranem kometę oddzielało od Ziemi niespełna trzydzieści tysięcy mil. Obie gwiazdy mknęły ku sobie z zawrotną szybkością. O godzinie drugiej trzydzieści siedem minut pozostawało jeszcze piętnaście tysięcy mil do przebycia.

Potężne zarysy tarczy uwydatniały się coraz wyraźniej i jednocześnie prawie z piersi porucznika, hrabiego i kapitana wyrwał się okrzyk:

– Europa!

– Rosja!

– Francja!

I nie mylono się. Ziemia zwracała się ku Galji tą stroną, na której leżała Europa. Rzeźba poszczególnych krajów rysowała się już wyraźnie.

Pasażerowie balonu z żywem wzruszeniem przyglądali się Ziemi, która… oby zechciała ich przyjąć… Myśleli tylko o lądowaniu, zapominając o wszystkich grożących niebezpieczeństwach. Marzyli o wirze życia, o masie ludzi, znajomych, przyjaciół.

Tak jest! Przed ich oczami rozciągała się Europa! Jej kraje o granicach naturalnych i sztucznych.

Anglja, zwrócona ku wschodowi, dama w powłóczystej, sfałdowanej szacie i fryzie z wysp i wysepek.

Szkocja i Norwegja, wspaniały lew o giętkim karku, złożonym z łańcuchów górskich. Rosja, olbrzymi niedźwiedź polarny, z głową zwróconą ku krajom azjatyckim, lewą łapą wspierającą się na Turcji, prawą na Kaukazie.

Włochy, but elegancki i wytworny, zdający się żonglować Sycylją, Sardynją i Korsyką.

Francja, potężny tors, którego sercem był Paryż i t. d.

Wszystko to wpadało w oczy i serca. Wzruszenie zatamowało wszystkim oddech. W tej chwili komiczny okrzyk przerwał skupiony nastrój.

– Montmartre! – zawołał Ben-Zouf.

I nikt nie byłby w stanie mu wytłumaczyć, że z tej odległości nie mógł dostrzec Montmartre’u.

Palmyrin Rosette, z głową wychyloną nazewnątrz kosza, śledził z uporem opuszczoną Galję. Ziemi nie zaszczycał ani jednem spojrzeniem.

Porucznik Prokop, z chronometrem w ręku, liczył minuty i sekundy.

Mówiono mało. Kapitan Servadac i hrabia Timaszew pożerali Ziemię wzrokiem.

W jakim punkcie spadnie balon! Czy stanie się to na kontynencie, czy na morzu! Czy Opatrzność ześle jakiś statek, który uratuje tonących?

– Godzina druga minut czterdzieści dwie – padł w martwą ciszę głos porucznika Prokopa.

Zatem jeszcze pięć minut, trzydzieści pięć i sześć dziesiątych sekundy i Galja zetknie się z Ziemią.

W tej chwili oba ciała niebieskie dzieliła jeszcze przestrzeń ośmiu tysięcy mil.

Jeśli nastąpi katastrofa, jeśli jej nikt z podróżnych nie przeżyje, w takim razie wszelki ślad ich pobytu na Galji, ich wyprawy międzyplanetarnej zaginie. Nie! Kapitan Servadac do tego nie dopuści. Wyrwał kartę z notesu i wypisał na niej nazwę komety, części oderwane od kuli ziemskiej, imiona towarzyszów i podpisał to wszystko swojem imieniem i nazwiskiem.

Poczem poprosił o gołębia, którego mała Nina czule tuliła do piersi.

Kapitan Servadac przywiązał mu karteczkę do szyi i wypuścił w powietrze. Ptak zakołował w powietrzu i odleciał w kierunku Galji.

Jeszcze dwie minuty i około trzech tysięcy dwustu mil!

Zbytecznem chyba jest wyjaśniać, że pasażerowie balonu nie odczuwali nic z tej zawrotnej szybkości i że powietrzny okręt sprawiał wrażenie naturalnego ciała w atmosferze, która go unosiła.

– Godzina druga minut czterdzieści sześć – powiedział porucznik Prokop.

Odległość zmalała do tysiąca siedmiuset mil. Ziemia rysowała się w kształcie wielkiego leja poniżej komety. Rzecby można, że się otwiera, aby ją pochłonąć!

– Godzina druga minut czterdzieści siedem – odezwał się raz jeszcze porucznik Prokop.

Jeszcze tylko trzydzieści pięć i sześć dziesiątych sekundy przy szybkości dwustu siedemdziesięciu mil na sekundę.

Wreszcie odczuto lekki wstrząs, ostry świst przeszył powietrze. Wszyscy w przerażeniu chwycili za liny, na których wisiała łódka. Dwie atmosfery się łączyły. Utworzyła się olbrzymia masa chmur, pasażerowie balonu nie widzieli już nic ani pod, ani nad sobą. Zdawało im się, że otacza ich olbrzymi płomień, że stracili grunt pod nogami i nagle, niewiadomo w jaki sposób znaleźli się na Ziemi. W stanie omdlenia opuszczali Ziemię i tak samo powracali.

Balon znikł bez śladu!

W tym samym czasie Galja szybowała po stycznej i wbrew wszelkim przewidywaniom, musnąwszy zaledwie kulę ziemską, zniknęła w kierunku wschodnim.

Works by this author are in the public domain in countries where the copyright term is the author's life plus 71 years or less. cs | de | en | eo | es | fr | he | pl | ru | zh
  ▲ top